Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Siedzisz sobie w domu, jesteś zajęty sprzątaniem, karmieniem dziecka, przeglądaniem ważnych dokumentów, jesteś skupiony na swojej pracy i nie możesz oderwać się ani na chwilę. Tymczasem dzwoni telefon. Odbierasz go, choć nie masz ochoty rozmawiać teraz z ciocią, babcią ani z twoim kolegą, nie masz nawet na to czasu. Tymczasem z słuchawki wita cię bardzo uprzejmy (często tak uprzejmy, że nie masz ochoty go słuchać) głos miłej pani telemarketerki. I chociaż nie masz ani sekundy na rozmowę z nią, zasypuje cię pytaniami i ofertą firmy tak gęsto i jest tak miła, że aż trudno jest potraktować ją z góry, trudno jest ci po prostu odłożyć słuchawkę i zakończyć tę rozmowę. Choć masz na to ogromną ochotę. I też nie powinieneś tego robić- pamiętaj, że po drugiej stronie słuchawki też jest człowiek, który na zarobione pieniądze pracuje równie ciężko jak ty. I wcale nie zależy mu na tym, żeby cię zdenerwować lub popsuć ci humor. Muszą być przesadnie mili właśnie po to, żeby trudno Ci było się rozłączyć. Takie osoby zatrudniane są do telemarketingu. Ale takich uprzejmych i cierpliwych ludzi jak ty jest niewielu. Dlatego telemarketerami nie mogą być pracownicy wyłącznie sympatyczni i posiadający doskonałą dykcję, ale także tacy ze stalowymi nerwami. Bo często są wyzywani, poniewierani. Ale wiadomo, praca telemarketera polega na marketingu bezpośrednim, zatem muszą liczyć się z takim traktowaniem, tak jak ty musisz liczyć się z tym, że telemarketer nie odłoży nigdy słuchawki pierwszy, dopóki jasno nie dasz mu do zrozumienia, że nie jesteś ofertą zainteresowany. Bo choćby najmniejsza oznaka zainteresowania daje mu nadzieję na to, że uda mu się ciebie przekonać do zapoznania się z kolejnymi szczegółami oferty. A jeśli zgodzisz się zakupić proponowany produkt, możesz być w stu procentach pewien, że przez bardzo długi czas twoim najlepszym przyjacielem będzie telemarketer. Na pewno będzie pamiętał, by zadzwonić do ciebie rano, popołudniu i wieczorem. Zawsze znajdzie dla ciebie dużo czasu.

Każdego dnia włączając przeglądarkę rozpoczynamy batalię. Logujemy się na swoje ulubione portale, ściągamy maile, przeglądamy zdjęcia i filmy. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak długo walczymy, jakie ponosimy straty a czasami co wygrywamy. Ale o jaką bitwę chodzi ? Czy jest to bitwa na megabajty danych przelatujące przez nasze łącza ? Czy walczymy o kolejny komentarz na forum i plusy do naszych zdjęć ? Nie, to bitwa o wiele subtelniejsza, tak ukryta, że nawet jej nie zauważamy. Walczymy z błędami, błędami programowania, błędami interfejsu, błędami serwisów. Nawet nie zdajemy sobie sprawy o ile prostsze byłoby nasze życie gdyby choć połowa stron na które wchodzimy byłaby dobrze zaprojektowana. Ile strat w tej walce ponosimy, tracimy czas, nerwy, niejednokrotnie dane. Wszystko to wina nieudolnych programistów, grafików, ekspertów od marketingu, którzy zamiast ułatwiać nam korzystanie z internetu, tworzyć intuicyjne interfejsy, dobrze działające programy sieciowe – zawalają strony reklamami, korzystają z chybionych pomysłów i komplikują nam życie. Wiele może się zmienić jeśli tworzeniem www zajmą się profesjonaliści, korporacje które przestrzegają standardów, albo graficy freelancerzy którym zależy na jakości wykonania, ponieważ ich projekty są marką samą w sobie i świadczą o warsztacie projektanta. Denerwujące są także wyskakujące okienka z reklamami, które jawią się przed naszymi oczami, kiedy próbujemy obejrzeć jakąś stronę internetową. Z wielu źródeł można się dowiedzieć, że jest to nielegalne (bo o tym, że jest irytujące wiemy wszyscy i nikt w te okienka na ogół nie klika). Nikt jednak nie zgłasza tego żadnym organom, bo to walka z wiatrakami- gdyby chciano „ścigać” każdego, kto czyni takie rzeczy, zabrakłoby czasu na inne przestępstwa. Faktem jest jednak, że zanim dotrzemy do poszukiwanych przez nas wiadomości, musimy przebić się przez ocean spamu, reklam i innych dokuczliwych szczegółów. Ale cóż, rozwój internetu musi nas coś kosztować, więc nie narzekajmy na takie rzeczy.

Kiedy decydujemy się już na założenie własnej działalności, strona internetowa to podstawa. Podstawa do wypromowania nie tylko produktu, który oferujemy, ale także wypromowania samego siebie. I co teraz? Stajemy przed wyborem- możemy powierzyć tworzenie www wielkiej firmie lub skorzystać z umiejętności grafika- freelancera. Często to drugie kojarzy nam się z czymś mało profesjonalnym, jednak jeszcze częściej okazuje się, że w praktyce sprawa wygląda zupełnie inaczej. Po pierwsze- zwracając się do większej firmy, musimy liczyć się z tym, że na naszą stronę musimy przeznaczyć duże pieniądze. Po drugie, nikt nie zagwarantuje nam, że strona będzie gotowa w określonym czasie. Oczywiście są też plusy, nad projektem strony pracuje wówczas więcej osób i „dopieszcza” ją w każdy możliwy sposób. Często jednak prowadzi to do rozbieżności wizji poszczególnych osób, przez co strona wygląda jak praca zbiorowa skłóconych dzieci. Patrzymy wtedy na owoc pracy firmy i zastanawiamy się- o co tak naprawdę chodziło? W przypadku freelancera sprawa ma się zupełnie inaczej. Nie trzeba szukać daleko- w Polsce są tysiące wolnych strzelców z wyśmienitym portfolio. Wystarczy tylko wyjść poza horyzont ograniczonego myślenia i zaufać młodym talentom. Jakie są plusy? Z pewnością koszty będą dużo niższe, jednak nie oznacza to, że projekt będzie gorszy. Wręcz przeciwnie! Warto zaufać pomysłowości wolnych strzelców i oddać swój projekt w ich ręce, a rozwiązania, które nam zaproponują, mogą przejść nasze oczekiwania, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I niech nie wydaje nam się, że firma zrobiłaby to lepiej. Rzecz jasna, tam również pracują profesjonaliści, ale jeśli posiadamy ograniczone fundusze, musimy przemyśleć takie rozwiązanie. Zyskamy dużo czasu, dużo pieniędzy i dużo nerwów, a mamy szansę na wyjście cało z tej sytuacji.. a nawet z dużym zadowoleniem. Warto jednak wcześniej dobrze zorientować się w stronach freelancerów, by nie okazało się, że nasza strona została wykonana przez początkującego nastolatka.

Oglądając seriale, filmy, słuchając muzyki i mając do czynienia z tym całym szołbiznesem na wyciągnięcie ręki, nie zważamy na to, jak czują się tzw. „celebryci” ze swoją popularnością. Dopiero kiedy czytamy rozmaite plotki na ich temat, zaczyna przychodzić nam do głowy myśl – „Boże, jak ja czułbym się, gdyby o mnie pisano takie bzdury!”. Trzeba pamiętać, że jeżeli wchodzimy już w tę krainę sławy, musimy liczyć się z tym, że zostaniemy do reszty obdarci z prywatności i własnej anonimowości. Redaktorzy kolorowych pism i reporterzy zrobią wszystko, by wywlec z naszego życia najbardziej pikantne szczegóły, by dowiedzieć się wszystkiego o naszym dzieciństwie, dorastaniu, rodzinie, sukcesach i porażkach- a tych drugich zwłaszcza. Paparazzi śledzą każdy krok gwiazd kina, telewizji, gwiazd muzycznych. I oczywiście na pewno to po nich nie „spływa”. Wielu aktorów mówi o tym, że nie mogli kiedyś poradzić sobie ze swoją sławą i popularnością. Może na początku fakt, że wszyscy rozpoznawali ich na ulicy, było czymś niezwykle przyjemnym i było to niemal spełnieniem ich marzeń, ale z czasem stało się najbardziej znienawidzoną rzeczą w ich życiu. Nie mogli przecież spokojnie wyjść do sklepu po papier toaletowy. Bo potem brukowce napiszą : „ X nie stać na kupno kolorowego papieru toaletowego- znów kupiła szary!”. Wiele gwiazd przyznaje się do przejścia przez załamanie nerwowe, a nawet głęboką depresję. Nie jest o to trudno. Nawet mając depresję, trudno z niej wyjść, kiedy wszystkie brukowce dookoła informują o tym cały świat.. Są więc plusy popularności- pieniądze, prestiż, życie na lepszym poziomie, ale nie do końca jest to przekonujące, biorąc pod uwagę cenę, jaką płaci się za te wszystkie zalety. Można wygrać wiele, ale czy jest to warte utraty prywatności? Trudno uchronić przed tym nawet swoją rodzinę, o której również można by napisać wiele rzeczy. Celebrytom na pewno należą się gratulacje, że udaje im się funkcjonować mimo tych wszystkich głupot wymyślanych na okrągło na ich temat.

Nie musisz głowić się godzinami, jak to zrobić- jak najszybciej zareklamować siebie i swoje życie. Może kiedyś musiałeś się o to martwić, by cię zauważono, ale dzisiaj masz to na wyciągnięcie ręki. Tu masz myszkę, tu klawiaturę. A tu masz cały horyzont możliwości. Jest całe mnóstwo portali społecznościowych, dzięki którym nie zajmie ci to dłużej niż parę minut. Oczywiście, jeśli chcesz pielęgnować swoją reklamę, musisz o to dbać i zabiegać. Zareklamowanie siebie jest czymś banalnie prostym. Nawet nie musisz używać zbyt wiele słów, zdjęcia zrobią to za ciebie. Jedno zdjęcie w Egipcie, drugie przy samochodzie (niekoniecznie musi być twój, może być to samochód sąsiada, ale musisz oprzeć się o niego ręką, kiedy nie będzie nikogo dookoła). Nie jest żadną tajemnicą, że przy poszukiwaniu pracy, wysyłamy pracodawcom swoje CV oraz list motywacyjny. Nasze dane są całkowicie jawne, więc żadną trudnością jest odnalezienie naszego profilu na jednym z takich portali. I reklama gotowa! Przy okazji możemy zareklamować naszych przyjaciół, nasze dzieci, naszych znajomych oraz znajomych naszych znajomych. Widzisz, jakie to proste? I w dodatku nic nie kosztuje. Więc zrób to już dziś! Jedno zdjęcie nie wystarczy, musisz mieć całą kolekcję. A kiedy jeszcze napiszesz o sobie kilka słów zyskasz ogromny prestiż. Może pracy nie dostaniesz, ale za to masz zapewnioną popularność. Jest to oczywiście ironiczne rozpatrywanie kwestii promowania się za pomocą takich portali, ale powinno dać do zrozumienia ludziom, że nie zawsze warto poddawać swoje życie opini publicznej i otwierać drzwi do niego każdemu. Bo każdy ma dostęp do naszych zdjęć, a tym samym do naszej prywatności. Więc chrońmy je, póki setki brudnych butów nie zdążyły go zdeptać do cna. Zapamiętaj sobie to mocno w sercu, że mimo tego, że anonimowość w sieci jest już tylko złudzeniem, ale możesz przynajmniej próbować zachować to złudzenie. Nie dołączaj się do tego wyścigu szczurów o popularność za wszelką cenę, zachowaj swoją indywidualność.

Szukaj

Kategorie

Polecane

Chmurka Tagów

Ciekawe Strony